kajak canoe






Żabi Kruk na Warszawskim Pikniku Kajakowym 2008


Szczęśliwie Żabi Kruk, jak na ptaka przystało, wylądował na granatowym dachu.
Lot z balkonu na 3 piętrze nie został uwieczniony zdjęciem, gdyż wszystkie ręce były zajęte linami.


Tu droga się kończy dalej można tylko Wisłą. ( Karczew)


Zbiórka przed spływem i próba zmustrowania dodatkowej kudłatej załogi.


Właśnie tam się wybieramy. Trochę pochmurno. Ale towarzystwo w pogodnym nastroju.


Przed nami sporo wody i sporo łodzi.


Vienaminow nie może się ukryć w tłumie.


Nareszcie Miasto i kłopoty z miejscem do parkowania podczas postoju.


Właśnie wyprzedziliśmy czwórkę podwójną ….
No może płynęli w odwrotnym kierunku?


Przy ósemce ze sternikiem „wymiękliśmy” na brzegu.


Masa krytyczna wysztrandowała na piaszczystej wyspie w sercu Warszawy.


Wisła ożyła niestety tylko na jeden dzień.


Szukamy podejścia do brzegu, ale tu miasto - same mosty i kamienie.


Na szczęście jest pomościk Święta Wisły.


Już na brzegu.

Szkoda że zaliczyliśmy tylko połówkę Wisły( kilometr 524 to połówka).


Żabi Kruk suszy pióra na lądzie

« powrót
Copyright © 2004 HOBBO.NET, hosting gd.pl