
Szczęśliwie Żabi Kruk, jak na ptaka
przystało, wylądował na granatowym dachu. Lot z balkonu na 3 piętrze nie został
uwieczniony zdjęciem, gdyż wszystkie ręce były zajęte linami.

Tu droga się kończy dalej można
tylko Wisłą. ( Karczew)

Zbiórka przed spływem i próba
zmustrowania dodatkowej kudłatej załogi.

Właśnie tam się wybieramy. Trochę
pochmurno. Ale towarzystwo w pogodnym nastroju.

Przed nami sporo wody i sporo łodzi.

Vienaminow nie może się ukryć w
tłumie.

Nareszcie Miasto i kłopoty z miejscem
do parkowania podczas postoju.

Właśnie wyprzedziliśmy czwórkę
podwójną …. No może płynęli w odwrotnym
kierunku?

Przy ósemce ze sternikiem
„wymiękliśmy” na brzegu.

Masa krytyczna wysztrandowała na
piaszczystej wyspie w sercu Warszawy.

Wisła ożyła niestety tylko na jeden
dzień. 
Szukamy podejścia do brzegu, ale tu
miasto - same mosty i kamienie.

Na szczęście jest pomościk Święta
Wisły. 
Już na brzegu.
Szkoda że zaliczyliśmy tylko połówkę
Wisły( kilometr 524 to połówka).

Żabi Kruk suszy pióra na
lądzie
|